Plac przepełniony muzyką

Piątek, 19 lipca 2019 roku, godzina 15.00 – na plac Jacka spadło 1038 kropel deszczu. Patrzymy z Wojtkiem w niebo, on pyta: rozstawiamy czy przenosimy się do Kameralnej? Popatrzyłem jeszcze raz w niebo i odpowiedziałem: rozstawiamy. Ziemia i nie tylko ona pragnie deszczu, jednak nie teraz i nie tu – może padać po koncercie.

Prawie opustoszały plac poprzecinały kable – kilkanaście minut później dyskutowano między znawcami na temat różnicy pomiędzy kablem a przewodem, udowadniając, że różnica jest i mieli rację – stojaki pod kolumny, statywy, paczka basowa uzupełniły nagłośnieniowy anturaż. Wreszcie Wojtek wyniósł na środek placu duży mikser, zwykle wystarczał nam ten mniejszy. Artyści ze studia Voicesing będą się zmieniać po każdym utworze i chcieli nagrać swoje występy – więc czemu nie możemy im tego zapewnić.

Czerń, grafit i popiel sceny, placu i sprzętu nagłośnieniowego uzupełnia bordowy laptop pani Joanny Kasperek-Szymonik, i jest jakimś nawiązaniem do kolorów powyżej i obok, i dookoła sceny i placu. Wszystko gotowe, rozpoczynają się próby, ustawienia poziomów, odsłuchu itd. – informacje ważne dla fachowców, widownia potrzebuje jedynie tego, by dobrze brzmiało. Spada kolejne 500 kropel deszczu, u niektórych zachwiała się wiara w bezdeszczowy koncert, pojawiają się dwa parasole, lecz daremnie, bo to były ostanie krople w piątkowy wieczór. Przekazuję Pani Joannie najnowszy numer Tygodnika Niedziela, czyli z niedzieli 21 lipca, w którym napisano, że Voicesing już wystąpił.

Scena zostaje uzupełniona o światła i jesteśmy gotowi. Oczekujemy na publiczność jak zwykle z niepewnością. Zostało 15 minut do rozpoczęcia, trzy czwarte widowni nadal puste. Po chwili spojrzałem ponownie na zegarek – mówię: rozpoczniemy trzy po. Zaglądam przez kotarę, na moim zegarku za 5 dziewiętnasta, widownia się wypełnia, ale jeszcze są wolne miejsca. Wyciągam telefon, dziwna godzina – dostrzegam, mój zegarek spieszy. Chwile przed dziewiętnastą prawie wszystkie miejsca na widowni są zajęte i wchodzi dodatkowo grupa 100 osób. Jest dziewiętnasta, zaczynamy: dobry wieczór Państwu. Szczęść Boże…

Kolejne tony muzyki cudownie wypełniają przestrzeń placu Jacka i wszystko to, co w nas jest między: pracą a odpoczynkiem, między pośpiechem a zwolnieniem, między zwyczajnością a świętem. Czternastu artystów: Filip Komajda, Bettina Krzykawska, Iwona Raczkowska, Paula Skrobucha, Paulina Michura, Daniel Tecław, Aleksandra Mika, Klaudia Jurkiewicz, Marcin Głowacki, Aleksandra Pławecka, Zuzanna Michura, Michał Krawczyk, Danuta Stramecka, Marta Kopacz wypełniło dla nas przestrzeń między Sanktuarium a szkołą, domem zakonnym a kaplicą świętego Jacka, Kościołem a Rynkiem. Z większą lub mniejszą tremą wychodzili kolejno na scenę, by podzielić się pięknem, by poruszyć w nas to, co nieświęte i święte. Wsłuchani w muzykę i zapewne zapatrzeni w swojego mistrza, panią Joannę, która nad swoim laptopem wykonywała z nimi każdy utwór. Bezszelestnie wypowiadała każde słowo, na twarzy pokazywała każdą emocję, a i gestów nie zabrakło.

Trudne zadanie miała Zuza, ponieważ jej wykonanie poprzedził występ mamy, a tato przez cały koncert zmieniając aparaty, uwieczniał umykające chwile – fotoreporterzy są wszędzie. Nie mniej trudne zadnie miał Michał Krawczyk z Krakowa, wykonał utwór własnej kompozycji, w języku angielskim – co zapewne nie było dla niego trudnością – i ze swoim, gitarowym akompaniamentem, ale słychać było, że wie co robić z głosem i gitarą.
Koncert zakończył się wręczeniem tradycyjnego, tym razem bardzo ciężkiego kosza owoców, podziękowaniami: artystom, publiczności, akustykowi, Urzędowi Miasta oraz ofiarodawcom owoców; zwyczajową na koncertach myślą św. Jana Bosko, tym razem było to zdanie: Kochaj twoje zadania, jeśli chcesz je dobrze spełniać ... oraz słowami: powiedzcie wszystkim w domu, co stracili, nie będąc z nami.

 

Dariusz Bartocha sdb
Foto: Dariusz Bartocha sdb,  Bartosz Krankowski

« 1 z 2 »

 

Muzyka na Cztery smyczki

Czwarty koncert. Cztery dziewczyny. Cztery smyczki, czyli Anna Wolanin i jej skrzypce, Aleksandra Fleszar i o dziwo także skrzypce, a nie saksofon, Weronika Śniadek z altówką i  Katarzyna Bajura ze swoją wiolonczelą. Czego można się spodziewać po taki składzie? Zapewne w pierwszym skojarzeniu nie tego, co usłyszeliśmy. Jak się okazało, dobór repertuaru był trafiony. Nawet najstarsi uczestnicy koncertu nucili pod nosem stare popowe i rockowe utwory, których aranżacje dały się słyszeć w żywiołowym wykonaniu na scenie.

Podobnie jak w poprzedni piątek aura postraszyła nieco. O godzinie piętnastej stojąc pod padającym kapuśniaczkiem, zastanawialiśmy się, czy tym razem rozstawiamy wszystko na letniej scenie, czy przygotowujemy salę kameralną. Po kilku minutach decyzja okazała się jasna, aura nie wystraszyła widowni, nawet rodzin z małymi dziećmi, jedynym minusem były lekko zmarznięte palce artystek.

Plac Jacka znów wypełnił się subtelnymi dźwiękami i przypuszczam, że mury sanktuarium, kaplicy św. Jacka, szkoły i domu zakonnego salezjanów na co dzień przyzwyczajane do odgłosów wydobywających się z samochodowych silników z radością i ulga odbierały te subtelne dźwięki. Co jakiś czas na dachu przysiadały gołębie, podziwiając tę odmianę. Na widowni mogliśmy dostrzec parę osób przybyłych z Krakowa i dwóch przedstawicieli mediów z telewizji publicznej zarówno z Warszawy, jak i z Krakowa. Tym razem akustyk nie dojeżdżał na koncert z Warszawy czy Poznania, ale zupełnie z bliska, bo z Oświęcimia. Mam nadzieję, że w sercach niektórych młodych pojawiło się pragnienie, by tez tak kiedyś zagrać.

Koncert zakończył się tradycyjnie. Dziewczęta dostały kosz owoców do wyboru – z przecieków wiemy, że największe emocje wzbudziło rozstrzygnięcie, kto weźmie sam kosz po owocach, oczywiście zgrały utwór na bis, a publiczność gratulowała i dziękowała dziewczętom, a następnie jak zwykle pomagała w sprzątaniu widowni. Tym razem dofinansowanie Letniej Sceny Muzycznej przez Urząd Miasta się nie przydało, ponieważ ten koncert był zupełnie charytatywny.

Myśl Księdza Bosko dotyczyła najpiękniejszej muzyki, czyli głosów młodzieży, które tym razem zabrzmiały tak wspaniałymi instrumentami. Przypominam, że program Letniej Sceny Muzycznej można znaleźć na stronie http://salezjanieoswiecim.pl/scena/.

Dariusz Bartocha sdb
Foto: Dariusz Bartocha sdb

Wdzięczni rodzicom

Podobnie jak od dziesięciu lat wspominając śmierci Małgorzaty Occhieny mamy świętego Jan Bosko, na mszy świętej o godz. 10.00 spotkali się zaproszeni rodzice i salezjanie. Spotkania te organizowane są, by wyrazić wdzięczność rodzicom, tym którzy zapoczątkowali wiarę w nas.Tym razem mszy świętej przewodniczył Ksiądz Tadeusz Goryczka dyrektor Salezjańskiego Zespołu Szkół Publicznych w Zabrzu.

Dziękując Bogu za Mamę Księdza Bosko, modliliśmy się o zdrowie, Boże błogosławieństwo i potrzebne łaski dla wszystkich żyjących rodziców salezjanów, osób konsekrowanych i księży diecezjalnych, ale także obejmiemy wspólną modlitwą zmarłych rodziców, wypraszając dla Nich wieczne zbawienie.

Po mszy w Sali kameralnej odbył się koncert. Karolina Jonkisz, uczennica naszej szkoły wraz z akompaniującym jej Piotrem Mireckim zaprezentowali nam kilkanaście utworów wykonanych po angielsku, francusku i polsku. Oczywiście na tym się nie skończyła, były także bisy.

Dopełnieniem świętowania był wspólny obiad i jak jest w tradycji tych spotkań wspólne zdjęcie.

Być może nasza wspólna modlitwa przyczynie się do beatyfikacji Matusi Małgorzaty. Już teraz zapraszam na kolejne spotkanie 25 listopada 2018 roku w niedziele, mam nadzieje, że będzie ono jeszcze bardziej uroczyste, ponieważ przyszłym roku będziemy obchodzili małą rocznicę – 120 lecia przebycia salezjanów do Oświęcimia.

ks. Dariusz Bartocha sdb
foto: ks. Paweł Gecek sdb, ks. Dariusz Bartocha sdb

Wstawiłem dwa wspólne zdjęcia by dać wybór – być może na jednym wyszliśmy lepiej ?

Trenerzy Odysei Umysłu

Kreatywność na zamówienie

Mamy w szkole trenerów Odysei Umysłu! W weekend 17-19.11.2017 roku panie Róża Grzywacz i Joanna Fijał oraz kleryk Michał Cebulski uczestniczyli w Opolu w kursie trenerów Odysei. Dużo ciekawych zajęć i dyskusji sprawiło, że zafascynowali się Odyseją na dobre. Teraz regularnie spotykając się z drużynami, będą przygotowywali naszych uczniów do eliminacji regionalnych.

Tekst i foto: kl Michał Cebulski

Listopadowe szaleństwa

Małe, listopadowe szaleństwa

Drugi tydzień listopada (6-10.11.2017 r.) był pełen wrażeń. W poniedziałek dzieci miały okazję przenieść się w podwodny świat jeżowców, koralowców i innych zwierząt morskich. Na zajęciach plastycznych wykonywały ze styropianowych kul te kolczaste stworzenia. Wyglądają olśniewająco!
Jak co wtorek miały miejsce zajęcia religijne, natomiast w środę z kawiarenki wyczuć można było zapach przygotowywanych amerykańskich hot dogów. Każdy mógł stworzyć własną wersję tego dania. Dzieci dobierały składniki, kroiły warzywa, a przede wszystkim – zajadały hot dogi ze smakiem.
Czwartkowe zajęcia muzyczne miały nieco inny charakter. Tym razem dzieci nie śpiewały, lecz wystukiwały rytmy. Lekcję rytmiki prowadził Marcin Majcherek, basista chóru Projekt Fausystem.
W piątek oprócz próby teatralnej, podczas której dzieci na scenie Nowego Kościoła szlifowały swoje kwestie, odbyło się Wielkie Oratoryjne Układanie Puzzli. Bez znaczenia było, czy składały się one z 36 kawałków, czy może aż z 500. Wszyscy starali się w jak najszybszym czasie ułożyć swoje własne dzieło.

redakcja z Oratorium

Zaczytani

Rozstrzygnięcie konkursu fotograficznego

Miło mi poinformować, iż zakończył się konkurs fotograficzny „Zaczytani” zorganizowany w ramach NPRCz. Jury pod przewodnictwem księdza Dyrektora Zenona Latawca wybrało zwycięzców.

W kategorii zdjęcie portretowe I miejsce zajęła Aleksandra Meduna, II miejsce zajęły wspólnie Karolina Legut i Julia Gizicka.

W kategorii zdjęcie zbiorowe jury przyznało wyróżnienie klasie 1 A Lo za „artystyczny polot” i pięciu dziewczętom z klasy 3 C gimnazjum” za grację i wdzięk”.

Specjalne wyróżnienie w kategorii „nieograniczona wyobraźnia” otrzymali ks. Piotr Kadela, kleryk Łukasz i Nikodem Słupski.

Gratuluję, a wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję.

Zamieszczone zdjęcie Aleksandra Meduna kl. 2 Lc

Oratorium i dzień zaduszny

Zaduma i troska…

Tego roku w Dzień Zaduszny padał deszcz. Ściemniało się już, kiedy grupa wolontariuszy z Oratorium wraz ze skautami udała się na pobliski cmentarz parafialny. Wszyscy zabrali ze sobą znicze. Postanowili odwiedzić przede wszystkim te groby, o których może ktoś zapomniał; na których często nie widać imienia i nazwiska, bo zatarły się z biegiem czasu. Kwiaty, zapalone znicze, a zwłaszcza modlitwa świadczą o naszej pamięci o tych, którzy odeszli już do wieczności.

Przy kaplicy wolontariusze i skauci odmówili dziesiątkę różańca w intencji  zmarłych. Potem zapalili znicze na grobach. Pamiętali również, tak jak wielu odwiedzających cmentarz, o salezjanach oraz żołnierzach walczących o wolną Ojczyznę. Dla wszystkich był to wieczór pełen refleksji i zadumy.

Ilu do “Tanga”?

Bo do „Tanga” potrzeba siedmiu+

Pewnego dnia absolwent naszej szkoły, Stanisław Juszczyk, przeczytał pewien dramat, który go zaszokował i jednocześnie oczarował. Zadzwonił do swego przyjaciela, również absolwenta salezjańskiego liceum, Dariusza Lichańskiego: Darek, robimy to!

W ten oto sposób rozpoczęła się przygoda teatralna ze sztuką Sławomira Mrożka pt. Tango. Pomysł był. Reżyser był, a nawet dwóch. Scenariusz został opracowany. Omówiono szczegóły dotyczące dekoracji, muzyki, oświetlenia. Pozostała kwestia doboru obsady. I tak w rolę Artura, władczego, pragnącego przywrócić stare normy i zasady, wcielił się Mikołaj Komajda, absolwent klasy o profilu technik pojazdów samochodowych. Wyzwoloną Alą, narzeczoną głównego bohatera została Florentyna Matejko, uczennica Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Konarskiego. Również z tej szkoły pochodzi odtwórczyni roli Eleonory, Joanna Urbańczyk, która kilka lat wcześniej uczęszczała do salezjańskiego gimnazjum. Odpowiedzialny za całe przedsięwzięcie Stanisław Juszczyk postanowił wcielić się w artystę-buntownika imieniem Stomil, męża Eleonory. Postać prymitywnego i niezbyt inteligentnego Edka idealnie zagrał Stefan Andruszko, uczeń klasy pierwszej La, a rodzeństwo – niepewnego i sztywnego Eugeniusza i szaloną, ekscentryczną Eugenię – zagrali uczniowie z klasy trzeciej Lc: Jan Lelito i Justyna Szymczyk. Większość tych osób udziela się jako animator lub wolontariusz w naszym oratorium.

Kiedy młodzież bawiła się na wakacjach, wędrowała górskimi szlakami czy zażywała kąpieli słonecznych, na scenie salezjańskiej trwały próby. Niektóre krótkie, inne natomiast długie i wyczerpujące. We wrześniu trzeba było podzielić czas między szkołę a teatr. Często aktorzy poświęcali weekendy, by w końcu wystawić sztukę idealną.

Wreszcie nadszedł czas premiery – 29 września 2017 roku. Na kilkanaście minut przed spektaklem sala zapełniła się po brzegi. Przyjaciele, rodziny, absolwenci szkoły, nauczyciele… Niektórzy widzowie przejechali aż kilkadziesiąt kilometrów, by na scenie ujrzeć bliską osobę w teatralnej roli. Wszystkich zebranych powitał Dariusz Lichański, który zadedykował spektakl nieobecnemu Dawidowi Szydle. Kurtyna poszła w górę!

Od pierwszej minuty sztuka bawiła publiczność. Gra w karty, katafalk, absurdalne sytuacje, eksperyment teatralny Stomila (w którym to lalkami zostali Marianna Juszczyk i Antoni Cichy, również wolontariusze oratorium), zaręczyny Artura i Ali wywoływały fale śmiechu na widowni. Aktorzy, reżyserzy, charakteryzatorzy zostali nagrodzeni gromkimi brawami. Każdy z występujących otrzymał różę, a Staszek i Darek za owocną współpracę otrzymali ręcznie robione maskotki z włóczki oraz oprawione w ramy plakaty spektaklu.

Na koniec wystąpił ksiądz dyrektor Dariusz Bartocha. Zwrócił uwagę na to, że Tango jest sztuką uniwersalną i to od nas samych zależy, w którym jej momencie się znajdujemy.

Spektakl zostanie wystawiony również 18 października 2017 roku o godzinie 17:00 w Oświęcimskim Centrum Kultury w ramach V Tygla Teatralnego.

Justyna Szymczyk
Foto. Mariusz Komajda

Dobra Noc Oratoryjna

Dobra Noc Oratoryjna, czwarta edycja

Mówi się, że żeby wznieść się na szczyt, trzeba najpierw się odbić od dna. Dobrowolnie udać się ma samo dno? Czemu nie?
Taka myśl przyświecała nam 4 lata temu, kiedy powstawała nazwa. Dobra Noc Oratoryjna, tym razem dotarła do odległego średniowiecza. Nie brakowało tańców i zabaw w grupach, była okazja do rozmowy i integracji.
Rozpoczęliśmy tradycyjnie, od rozruszania kości na głównym korytarzu. Kiedy już rozgrzaliśmy się odpowiednio, ruszyliśmy do Nowego Kościoła, gdzie odbyła się prezentacja Oratorium. Wolontariusze opowiadali o tym, co się dzieje i jak można się zaangażować. Później rozeszliśmy się do małych grup, gdzie animatorzy poprowadzili zabawy i gry.

Kolejnym punktem była Msza Święta, odprawiona przez ks. Andrzeja Polichta oraz ks. Dariusza Bartochę, który wygłosił do nas niezwykle treściwe i ciekawe kazanie, w którym opowiedział o dobru, dobrej „nocy” średniowiecza i oratorium. Na Eucharystii przyjęci zostali nowi wolontariusze i animatorzy. Było już po północy, więc naturalnie zgłodnieliśmy. Na ratunek nadeszły nam prażone i ciepła herbata.

Byliśmy już gotowi do głównej atrakcji, jaką była gra pt. „Umarł król, niech żyje król”. Kolejne godziny spędziliśmy przemierzając średniowieczne miasto – stolicę upadającego królestwo, dokładając wszelkich starań, żeby podnieść je z kolan, a później, żeby rozwiązać konflikt między walczącymi o tron braćmi. Na końcu jednak króla szczęśliwie udało się wybrać. Nad ranem, wciąż o dziwo pełni sił zatańczyliśmy ostatnie tańce i po modlitwie rozeszliśmy się do domów. DNO, w którym wzięło 120 osób, było świetnym sposobem na inaugurację pracy Oratorium. W najbliższych dniach rozpoczną się działania takie jak wolontariat w kawiarence, spotkania formacyjne, czy zbiórki Skautów Europy.

Jan Lelito
Foto: Małgorzata Dziewa

Oratorium na wakacjach

Wakacje są kojarzone raczej z wypoczynkiem niż z pracą. W naszym Oratorium nie brakowało jej jednak od ostatniego szkolnego dzwonka. Czy można jednak przeżyć ten słoneczny czas bez chwili wytchnienia? Jako że odpoczynek też jest ważny, wakacje zakończyliśmy wyjazdem do Czarnogóry – pięknego kraju na Bałkanach. Oprócz dorosłych uczestników wycieczki pojechała też pokaźna grupa młodzieży z Oratorium i projektu Fausystem.
Wyjechaliśmy z Polski 19 sierpnia. Podróż minęła spokojnie, po kilkunastu godzinach dotarliśmy do miejscowości Bar. Piękno miejsca, w którym byliśmy, od razu wprowadziło nas w sielską atmosferę wypoczynku i spokoju.

Czas wolny poświęciliśmy na plażowanie, gry planszowe, spacery, poznawanie miejscowego kolorytu, a w tym wszystkim na integrację i bycie razem. Byliśmy też na kilku wycieczkach (do Skhodry w Albanii oraz do Ulcinija w Czarnogórze), jak również na rejsie statkiem wzdłuż malowniczego wybrzeża. Po czasie obfitującym w niezapomniane chwile i ciekawe wrażenia dnia 31 sierpnia ruszyliśmy w drogę powrotną do Polski, pełni zapału i sił na kolejny rok pracy i nauki.

Jan Lelito
Foto: Jan Lelito