Rodzinna Gra Miejska, świetna zabawa

16 sierpnia 2020 r. – drugiego dnia „XIII Małopolskiego Festiwalu Jackowe Granie”, odbyła się rodzinna gra miejska, której organizatorami było Oratorium św. Jana Bosko w Oświęcimiu. W turnieju udział wzięło 8 drużyn składających się z członków rodziny.

Uczestnicy rozpoczęli swoje zmagania o godzinie 15 przy pięknej i słonecznej pogodzie. Ich zadaniem było odnalezienie 12 stacji i wykonanie na każdej z nich odpowiednich zadań i ćwiczeń. Rodziny musiały wykazać się kreatywnością i dobrą współpracą, ponieważ organizatorzy wykazali nie lada trud i zadania były wymagające. Stacje przebiegały od zabudowań salezjańskich przez Rynek Główny, aż po Bulwary nad Sołą. Ułatwieniem dla uczestników była mapa, wskazówki od wolontariuszy oraz brak ustalonej kolejności w odwiedzaniu stacji. Ważne było, aby drużyny odwiedziły je wszystkie.

Na pierwszej stacji uczestnicy musieli przenosić 5-litrowe pojemniki z wodą przez całą długość zielonego boiska przy Zespole Szkół Towarzystwa Salezjańskiego w Oświęcimiu, a nasze boisko jest naprawdę długie. Tutaj pod uwagę brana była sprawność fizyczna uczestników oraz ich determinacja.

Druga stacja znajdowała się na piaszczystym brzegu Soły. Drużyny miały za zadanie wrzucać kamienie do zamocowanych na rzece hula-hopów. Liczyła się tu nie tylko sprawność fizyczna, ale i ogromna zręczność.

Na samym początku pięknych bulwarów znajduje się parking dla przyjezdnych i to właśnie tam znajdowała się stacja trzecia. Na niej po raz kolejny uczestnicy musieli wykazać się sprawnością fizyczną, ponieważ ich zadaniem było przeskakiwanie na skakance. Im więcej przeskoków wykonała cała rodzina, tym większa nagroda.

Stacja czwarta znajdowała się przy końcu bulwarów. Zadaniem drużyn było przechodzenie po różnego kształtu kartonach, odpowiednimi częściami ciała, czyli gra typu „twister”. Tutaj o nagrodzie również decydowała sprawność fizyczna uczestników gry miejskiej.

Niedaleko Synagogi w Oświęcimiu znajdowała się stacja piąta. Na niej uczestnicy musieli wykazać się znajomością różnych informacji o pozostałych członkach swojej drużyny, ale żeby nie było tak prosto, pytania były dokładnie przeanalizowanie i przygotowane przez wspaniałych wolontariuszy z Oratorium, dzięki czemu nie pozwalały uczestnikom szybko wypełnić zadania.

W samym sercu miasta Oświęcimia, czyli na Rynku Głównym znajdowała się stacja szósta, która sprawiła uczestników nie lada kłopot, gdyż musieli oni odgadnąć szyfr, który nasi wolontariusze również bardzo skrzętnie przygotowali i opracowali.

Mimo że stacje siódma i ósma znajdowały się w dość trudnych i nietypowych lokalizacjach, uczestnicy łatwo sobie z nimi poradzili, gdyż zadania do wykonania nie były specjalnie trudne, no może stacja ósma wymagała trochę więcej spostrzegawczości, ale dla mieszkańców Oświęcimia nie powinna stanowić problemu :), ale wróćmy do stacji siódmej. Na niej uczestnicy musieli się maksymalnie skupić, żeby odgadnąć, co ich współczłonek drużyny rysuje na kartce znajdującej się na jego plecach. Natomiast na kolejnej stacji  uczestnicy musieli wykonać zdjęcia drewnianym rzeźbom wykonanym przez Józefa Watychowicza, które znajdują się na bulwarach nad Sołą. Żeby trochę utrudnić im zadanie, fotografie miały przedstawiać rzeźby, które były na drzewach, nie na ziemi, czyli w mało widocznych miejscach.

Stacja dziewiąta, mimo równie prostej lokalizacji wymagała od uczestników nie lada skupienia, współpracy i sprytu. Tutaj rodziny musiały zagrać w grę „wilk i owce” w wersji BIG, czyli na narysowanej na alejce szachownicy z warcabów. Nasz wilk-wolontariusz był świetnie wyszkolony i ciężko było go pokonać, jednak niektórym się to udało i dzięki temu zdobyli maksymalną ilość punktów.

Stacja dziesiąta znajdowała się po drugiej stronie rzeki i wymagała od uczestników sporej cierpliwości i sprawności fizycznej. Musieli nalewać wodę do 5-litrowych pojemników za pomocą talerzy. Im szybciej pojemnik został napełniony i im większa była ich determinacja, tym większą nagrodę otrzymali.

Stacja jedenasta znajdowała się niedaleko boiska Klubu Soła Oświęcim. Uczestnicy po jej odnalezieniu musieli celnie trafić do jednego z pudełek z zadaniami, a następnie wykonać wylosowane zadanie. Liczyła się tu nie tylko sprawność fizyczna, ale i precyzja, ponieważ zadania nie należały do prostych.

Ostatnia stacja dwunasta znajdowała się niedaleko ulicy Wałowej, po drugiej stronie Soły. Tutaj na łące uczestnicy musieli przejść gęsiego, trzymając piłki i przenosząc je z punktu A do punktu B. Niby proste zadanie, jednak uczestnicy musieli przenieść pliki bez użycia rąk. Wymagało to drużynowej współpracy.

Mimo trudnych warunków pogodowych (pod koniec zabawy zaskoczył nas deszcz), każda grupa ukończyła wszystkie zadania, zgarniając mnóstwo punktów. Przy ostatecznej klasyfikacji organizatorzy brali pod uwagę nie tylko ilość zdobytych punktów-zakrętek, ale i czas, w  jakim dana drużyna pokonała wszystkie stacje. Oto jak wyglądała ostateczna klasyfikacja:

1 miejsce: Drużyna „Amigo”,
2 miejsce: Drużyna „Bąbelki”,
3 miejsce: Drużyna „Dyszleki cztery”
4 miejsce: Drużyna “Team GZ”
5 miejsce: Drużyna „Franki”
6 miejsce: Drużyna „Tarnowszczaki”
7 miejsce: Drużyna „Leśne Dziady”
8 miejsce: Drużyna “Kościelniaczki”.

Do zobaczenia za rok!

Zuzanna Bratek:
Foto: Kacper Kulikowski

Młodzi podbijają Jackowe Granie

15 sierpnia  2020 roku w święto Wniebowzięcia NMP rozpoczął się XIII Małopolski Festiwal Jackowe Granie połączony z kolejnymi obchodami dnia patrona miasta Oświęcim, św. Jana Bosko. Całośc spotkania organizowali salezjanie przy wsparciu miasta Oświęcim. Tego dnia na scenie mogliśmy usłyszeć Aleksandrę Nykiel i Sargisa Davtyana – debiutantów Opola 2019, razem z zespołem uzdolnionych muzyków.

Pierwsza na scenie wystąpiła Ola, dając przed publicznością popis swoim talentem. Zaśpiewała ona utwory wielu znanych piosenkarzy, które prezentowała wcześniej w programach telewizyjnych. To właśnie dzięki nim mogła ona finalnie wygrać występ na festiwalu w Opolu. Wszystkich zachwycił głos młodej artystki, której występ wywołał w publiczności wiele wspaniałych emocji. Piosenkarka wykonała także utwory o tematyce religijnej, w których chwaliła Boga, tak ważnego dla jej osoby.

Sargis wystąpił jako następny, porywając całą widownię do wspólnej zabawy. Utalentowany chłopak z Armenii zaprezentował kilka piosenek po polsku, autorstwa ikon muzycznych polskiej sceny, jednak to nie wszystko. Mogliśmy usłyszeć w jego wykonaniu piosenkę po francusku, z repertuaru musicalu „Dzwonnik z Notre Dame”, a także utwór w jego ojczystym języku, który opowiadał o rozłące z ukochaną i związanym z tą sytuacją bólem.  Na koniec publiczność razem z chłopakiem zakończyła jego występ, wspólnie tańcząc i bawiąc się w rytm muzyki.

Cały koncert był cudownym, pełnym emocji występem znakomitych artystów. Jesteśmy przekonani, że wszyscy na długo zapamiętają to wydarzenie. Pogoda nam sprzyjała, było pięknie i słonecznie, dlatego też niektórzy zdecydowali się na zakup przepysznych lodów. Jednak to dopiero początek, Jackowe Granie wciąż trwa, a przed nami jeszcze dwa koncerty, na które już dzisiaj serdecznie zapraszamy! Koniecznie przyjdźcie i doświadczcie tych chwil razem z nami na placu św. Jacka.

Oliwia Noras
Foto: Magdalena Illich, Małgorzata Płaczek, Zbigniew Michura

« 1 z 2 »

Słońce, boisko, radość

Ostatni, czwarty turnus półkolonii w Oratorium odbył się w dniach 10-14 sierpnia 2020 roku. Oprócz ekipy i wolontariuszy z Salezjańskiego Oratorium, do współpracy przyłączyli się prenowicjusze, których nasi podopieczni pokochały.

Przez cały tydzień dopisywała nam pogoda. Były to naprawdę upalne dni, ale nie przeszkadzało to w dobrej zabawie. Zgodnie z wymaganiami sanitarnymi spędzaliśmy dużo czasu na powietrzu, bawiąc się w swoich grupach na zielonym boisku. Oprócz gier zespołowych, czyli głównie piłki nożnej, sporo czasu przeznaczyliśmy na stacje przygotowane przez kreatywnych prenowicjuszy. Aby przejść do kolejnego etapu-stacji, dzieciaki musiały wykazać się zręcznością oraz umiejętnościami pracy w grupie. Oprócz tego czekały na nas „dmuchańce”, który nie tylko wywołały dużo śmiechu, ale i pobudzały wyobraźnię wszystkich zjeżdżających dzieciaków, które udawały, że są na przykład pilotami lub skoczkami narciarskimi.

Po zabawach na świeżym powietrzu codziennie czekał na nas przepyszny obiad, przygotowany przez panie kucharki. Mimo ciepłych dni dzieci chętnie jadły zupki i oczywiście wypijały „hektolitry” truskawkowego kompotu.

Poza zabawami na zewnątrz część zaplanowanych zajęć odbywała się w salach razem z wychowawcami. Graliśmy w różne gry: najpierw integracyjne, potem zespołowe, na przykład piłkarzyki lub ping-pong. Nasi wolontariusze byli świetnie przygotowani i przeszkoleni. Znali mnóstwo gier i zabaw więc nie było nudy. A dzięki pomocy ekipy oratoryjnej oraz prenowicjuszy, dzieci mogły nauczyć się i dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy rozwiązując krzyżówki, wykreślanki oraz zagadki. W czasie gry integracyjnej na rozpoznawanie kolegów i koleżanek z własnoręcznie przygotowanych autoportretów dzieci miały największą frajdę i zabawę. Dzięki temu szybko się poznały i polubiły, a wszystkie strachy, zawahania i tęsknoty za domem szybko zniknęły.

Półkolonie Salezjańskie nie mogły odbyć się oczywiście bez konkursów oraz spotkań z zaproszonymi gośćmi. Każdego dnia odbywał się jeden z konkursów, w którym wszystkie grupy brały aktywny udział i prowadziły zaciętą walkę. Dzieciaki również i tutaj musiały wykazać się współpracą oraz kreatywnością. Podczas turnusu, w Oratorium gościli też policjanci, którzy przestrzegali dzieci przed różnymi niebezpieczeństwami na drodze, a także uczulali na  przestrzeganie dotychczasowych nakazów sanitarnych, tj. częstym i odpowiednim myciu rąk, unikaniu zatłoczonych miejsc oraz noszeniu maseczek.

Po zakończeniu turnusu dzieciaki obiecały, że wrócą do nas w przyszłym roku, a my, wolontariusze żałowaliśmy, że ten tydzień i ta przygoda minęły tak szybko. Miejmy nadzieję, że  zobaczymy się na kolejnych półkoloniach w jeszcze większym gronie.

Do zobaczenia za rok. Szczęść Boże!

Zuzanna Bratek
Foto: Jakub Wanat

Wakacyjne zadania

Po weekendzie wróciliśmy do oratorium z jeszcze większą siłą i energią do pracy. Byliśmy gotowi na nowe wyzwania oraz na świetną zabawę. Z takim zapałem rozpoczęliśmy już drugi turnus półkolonii. Poniedziałek zaczęliśmy od zapoznania się dzieci oraz wychowawców. Wspólnie integrowaliśmy się poprzez różnego rodzaju zabawy i tańce. W późniejszej części dnia została przygotowana dla dzieci niespodzianka. Bajka pt. „Dawno temu w trawie”! Na którą wszyscy niecierpliwie czekali. Po jakże ciekawej bajce przyszedł też czas na trochę nauki i dzieci wraz z wychowawcami przeprowadzili rozmowę dotycząca grupy, kiedy nią jesteśmy itp. Następnie każda z grup miała za zadanie przygotowanie własnego herbu, które potem były oceniane w konkursie.

We wtorek z samego rana dzieci otrzymały kopertę, w której znajdowały, się 3 słowa ich zdaniem było przygotowanie historyjki, a następnie reszta grupy miała odgadnąć słowa. Po powrocie z gimnastyki i zjedzonym drugim śniadaniu mieliśmy za zadanie utworzenie historii, każde z dzieci miało wymyślić po jednym zdaniu. W tak krótkim czasie powstały przezabawne opowiadania, efekty tych prac można znaleźć wywieszone w gablotach widzianych w drodze do oratorium. W kolejnej części dnia odbyły się zajęcia dotyczące stanów emocjonalnych. Dzieci po wylosowaniu stanu miały za zadanie go tak pokazać, żeby reszta grupy mogła zgadnąć. Nasi uczestnicy byli tak dobrzy, bo wszystkie karteczki zostały przez dzieci odgadnięte! Jednym z punktów tego dnia była dmuchana zjeżdżalnia, na której wszyscy bawili się wspaniale wraz z wychowawcami.

W środę odbył się 3 dzień półkolonii. Rozpoczęliśmy go od przedstawienia swoich talentów. Każde z dzieci otrzymało kartkę, na której mieli narysować swój talent. Po przedstawieniu prac byliśmy zadziwieni tym jakie te dziećmi mają wspaniałe talenty! Następnie udaliśmy się na spotkanie z policjantami, którzy przedstawili nam najważniejsze zasady spędzania bezpiecznie wakacji. Wróciliśmy do swoich sal, zjedliśmy drugie śniadanie, a następnie ruszyliśmy, na podchody… Każda z grup otrzymała kopertę, w której były przygotowane przeróżne zadania. Swoją przygodę rozpoczęliśmy od przebrania się w koszulki, które każda z grup otrzymała, a następnie ze śpiewem ruszyliśmy, na planty wykonywać kolejne zadania. Tam już czekała na nas pani Weronika, która przygotowała nam trochę matematyki… lecz spokojnie wszystkie grupy poradziły sobie z tym zadaniem świetnie! Każda z grup musiała również stworzyć swój własny zielnik, narysować portret całej grupy oraz wiele innych zadań. Po wykonaniu wszystkich zadań czekała dla każdej grupy słodka niespodzianka. A po ciągłym chodzeniu przyszedł czas na pyszny obiadek.

Czwartek był naszym przedostatnim dniem. Ze względu na pogodę, która była za oknem musieliśmy cały dzień spędzić w budynku, ale to nam nie przeszkadzało, żeby przeżyć super przygodę! Dzień zaczęliśmy od przygotowania części garderoby, która miała być znakiem rozpoznawalnym całej grupy, a następnie gimnastyką. Następnie przyjechały do nas przemiłe dwie panie z Miasta Pracowni, które umiliły nam wszystkim czas. Każde z dzieci przygotowały swój własny wiatraczek. Efekty ich pracy były przepiękne. W tym samym czasie inne grupy uczestniczyły w zabawie papprazi. Później grupy udały się na salę gimnastyczną, gdzie była przygotowana na kolejną zabawę w karteczki. Po zabawach każda z grup miała za zadanie przygotowanie krzyżówki, którą dzieci będą rozwiązywać na kolejnym turnusie.

Piątek był już naszym ostatnim dniem. Z samego rana odbyła się msza, która zakończyła nasz 2 turnus. Dzisiejszym naszym zdaniem było przygotowanie reklamy o naszej półkolonii. Dzięki kreatywności naszych dzieci powstały przeróżne filmiki. Po obiedzie przyszedł czas na naszą ostatnią zabawę – Shreka, lecz tym razem w wersji Kubusia Puchatka. Kiedy skończyliśmy zabawę, każda z grup wróciła z wychowawcami do sal, aby tam rozdać dyplomy oraz nagrody. I tak zakończył się drugi turnus półkolonii. Wszyscy spędziliśmy cudownie czas nie tylko na zabawie, lecz także na uczeniu się nowych rzeczy. Dziękujemy za spędzony czas i do zobaczenia wkrótce!!!

Julia Pluta
Foto: Wojciech Zięcina sdb

Radosne wakacje w mieście

W dniach 06-10 lipca 2020 w naszym Oratorium odbył się pierwszy turnus wakacyjnych półkolonii. Te kilka pięknych, słonecznych dni było dla nas, opiekunów, jak i dla dzieci cudownym czasem, przepełnionego śmiechem i zabawą.

Niestety, przez sytuację epidemii, na półkoloniach w tym roku było 60 dzieci, które czas spędzały głównie w swoich grupach, razem z wychowawcami. Jednak i to nie przeszkodziło nam w wielu radosnych chwilach. Podczas tego tygodnia na uczestników czekało wiele, różnych atrakcji.

W poniedziałek wszyscy zapoznaliśmy się i wstępnie integrowaliśmy, dzięki najróżniejszym zabawom. Poznaliśmy również kleryków, którzy z radością i uśmiechem przychodzili do sal, aby zagrać z nami. Każda grupa budowała pojazd marzeń – samochód, statek kosmiczny, a nawet czołg. Kreatywność dzieci nigdy nie przestaje zadziwiać!!

Natomiast we wtorek omawialiśmy temat przyjaźni, co później uwieczniliśmy na szkolnym boisku, gdzie kredami dzieci rysowały przyjaźń. Nie obyło się także bez portretów wychowawców. A po południu czekała na nas niespodzianka. Dzieci, ale także i wychowawcy mieli okazję skorzystać z dmuchańców. Oczywiście, nie trzeba mówić, kto miał z nich największą uciechę… Zjeżdżalnia, zgodnie z wymogami, była także starannie dezynfekowana przez kleryków, którzy również świetnie się bawili podczas tej czynności. A po chwilach zabaw i zmęczenia czekał na nas pyszny obiad, który został zjedzony przez wszystkich ze smakiem.

Środę rozpoczęliśmy od wspólnej nauki tańców na boisku w ramach gimnastyki (z zachowaniem odpowiedniej odległości od siebie). Nawet jeśli ktoś nie potrafił tańczyć, to i tak wszyscy dawali z siebie, co tylko mogli, czego efektem była wspaniała zabawa i uśmiech na twarzy każdego dziecka. Po porannych ćwiczeniach i śniadaniu każda grupa przygotowywała maski, które założyła do następnej zabawy – paparazzi. Wszystkie grupy dostały listę zawierającą polecenia dotyczące zdjęć, jakich mają wykonać. Były to zdjęcia w maskach, zdjęcia grupowe, sportowe, a także zdjęcia z klerykiem i opiekunami. Niektórzy zdołali także zrobić sobie zdjęcie z księdzem Andrzejem, a wszystkie zdjęcia zostały udokumentowane w galerii.

Czwartek był przedostatnim dniem naszych półkolonii, ale i tego dnia spędziliśmy ciekawo czas. Rano każda grupa nagrywała filmik z jednym przygotowanym układem tanecznym – wszystkim wyszły one naprawdę świetnie i trzeba przyznać, że na półkoloniach mieliśmy wielu obiecujących tancerzy. A po południu graliśmy w podchody, podczas których czekało na nas wiele ciekawych zadań. Dzieci musiały namalować swój herb za pomocą farb, zrobić zdjęcia  w wyznaczonych miejscach, a także spróbować swoich sił w robieniu dużych mydlanych baniek. Mimo zmęczenia wszystkim bardzo się podobało!

W piątkowy ranek  uczestniczyliśmy we mszy świętej, która oficjalnie zakończyła nasz tydzień półkolonii. Dzięki wcześniej nauczonym piosenkom była to bardzo radosna część tego dnia, dzieci pięknie angażowały się w śpiew. Po mszy zjedliśmy śniadanie, a później bawiliśmy się w najróżniejsze zabawy, a także budowaliśmy wysokie budowle z klocków. Przed obiadem graliśmy w zabawę o nazwie ”Shrek”. Każda z grup musiała w odpowiedniej kolejności znaleźć poszczególne postacie z tej bajki, poprzez wykonywanie zadań. Kto by się spodziewał, że ksiądz Andrzej to Kot w butach?

Cały tydzień minął nam wyjątkowo szybko i przyjemnie – wszystko dzięki pięknej pogodzie, cudownej zabawie i jeszcze cudowniejszym organizatorom, którzy cały czas dbali o to, aby półkolonie minęły jak najlepiej. Dziękujemy wszystkim za zaangażowanie i mamy nadzieję, że spotkamy się jeszcze na innych turnusach.

Oliwia Noras
Foto: Adam Piechowski sdb, Kuba Wanat

« 1 z 2 »

Maksymalnie poruszający

W dniu 10 lipca 2020 roku spotkaliśmy się na kolejnym koncercie Boskiego Grania wspartego patronatem miasta Oświęcim. Tego wieczoru na naszej letniej scenie muzycznej gościliśmy Chór Maksymalni, który zachwycił nas swoimi głosami i zawziętością. Wielu z nas miało dosłownie ciarki na całym ciele.

Występ zdolnych artystów uprzedziły miłe słowa konferansjerki, która przypomniała nam o pięknie znajdującym się w każdym człowieku. Chór przywitał widownię uśmiechem, a my ten uśmiech przekazywaliśmy osobie siedzącej obok nas. Niejednokrotnie można było usłyszeć wtedy  śmiech jakiegoś radosnego dziecka, cieszącego się z obecności na tym wydarzeniu.

Usłyszeliśmy utwory chóralne z repertuaru wielu znakomitych kompozytorów. Na początek chór przedstawił nam pieśń Jacka Sykulskiego „Ukaż mi Panie”, a po niej poruszył w utworach tematykę maryjną. Pierwszym z nich był „Salve Regina”, to antyfona ku czci Najświętszej Maryi Panny w opracowaniu Davida Basdena. Zaraz po tym wsłuchaliśmy się w „O Matko miłościwa” w opracowaniu kompozytora Henryka Mikołaja Góreckiego. Każda pieśń kończyła się gorącymi brawami ze strony publiczności, a także kolejnymi, przyjemnymi promieniami słońca, które starały się jeszcze bardziej urozmaicić koncert.

Kolejne utwory zaprezentowane na scenie przez znakomitych chórzystów to Psalm 145 oraz „God be in my head” Johna Ruttera. Te dwa utwory miały na celu wychwalanie Stwórcy i zwrócenie uwagi na to, jak ogromnych dzieł dokonał oraz jak na co dzień wpływa na nasze życie. Dzięki cudownemu opracowaniu tych utworów przez chór mogliśmy tego doświadczyć w bardzo wyrazisty sposób. Wsłuchując się w te wszystkie przepiękne głosy, można poczuć jak Bóg jest zaangażowany w działanie człowieka.

Nasi goście poruszali wiele tematów w zaprezentowanych pieśniach. Następnym z nich był temat męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Chór przedstawił utwory „Wykupiłeś mnie” oraz „Alleluja”, a w kolejnym, ,,O Salutaris Hostia” śpiewał o Najświętszym Sakramencie. Każdy zgodnie zauważył, że emocje zawarte przez artystów oddziaływały również na słuchaczy, a co ciekawe samo niebo zostało pozbawione chmur, co dawało niezwykły widok i urozmaicało występ. Najwyraźniej sam Bóg również dawał nam znaki swojej obecności w tym miejscu.

Ostatnim utworem zaprezentowanym przez Chór Maksymalni była oscarowa piosenka z „Władcy Pierścieni” – ,,May it be”. Była ona wyrazistym końcowym akcentem i ukazywała, że ci artyści mogą poradzić sobie znakomicie z wieloma utworami, dlatego też nikogo nie zdziwiło, kiedy po zakończeniu koncertu publiczność ochoczo domagała się bisu. Chór zaśpiewał piosenkę „Cantate Domino”, powodując, że ten koncert na pewno zostanie na długo w pamięci wszystkich, którzy na nim byli. Oczywiście, wykonawcy otrzymali w prezencie tradycyjnie, świeże owoce, pyszne i zdrowe.

Na placu Św. Jacka powiewał wiatr, a słońce oświetlało górne części szkolnych murów. Jak sama nazwa wskazuje to letnie scena muzyczna, słoneczne lato, wielka scena i publiczność oraz muzyka najwyższej klasy. Dziękujemy artystom za wspaniały występ, a jednocześnie nie możemy doczekać się kolejnego koncertu. Kto zachwyci nas następnym razem?

Sonia Szoen, Oliwia Noras
Foto: David Antunes, Małgorzata Płaczek, Zbigniew Michura

No Images found.

Voicesing na start!

W piątek 3 lipca 2020 odbył się pierwszy koncert naszej letniej sceny muzycznej z cyklu “Boskie Granie”, wspartych patronatem miasta Oświęcim. To już druga edycja tego wydarzenia, a w tym roku rozpoczął ją występ młodych, utalentowanych artystów ze studia wokalnego “Voicesing”. Na scenie gościli  Michasia Klucz, Liwia Lach, Jadzia Picewicz, Gabrysia Pindel, Karol Berszakiewicz, Laura Krawczyk, Łucja Ulczok, Agnieszka Wiją, Andrzej Piwowarski, Ola Romanek, Ania Adamus, Maja Szromba, Wiktoria Durek, Weronika Gałdyn  i Bianka Szyjka. Co takiego się działo?

Podczas ich występów mogliśmy dowiedzieć się trochę o ich marzeniach i planach na przyszłość. Niektóre z nich były naprawdę ciekawe. Michasia na przykład, marzy o zostaniu alchemikiem, a Liwia o podróży do Japonii. Kilka osób chce także w przyszłości zostać sławnymi piosenkarzami, a jeśli słuchaliśmy uważnie, możemy powiedzieć, że są na jak najlepszej ku temu drodze. Wśród prezentowanych piosenek każdy znalazł coś dla siebie, były to nuty kojarzone z dzieciństwem wielu z nas, tych młodszych, ale i starszych. Gabrysia zaśpiewała o locie na księżyc, a Karol ostrzegł, czym może skończyć się nadmiar cukru i słodyczy.

Każdy zaprezentowany utwór brzmiał fantastycznie, a to wszystko dzięki najlepszej grupie technicznej, która zawsze wspiera nasze koncerty, ale przede wszystkim dzięki wykonawcom, którzy śpiewali po prostu cudownie. Dlatego też cieszymy się, że to właśnie oni otworzyli nasze tegoroczne “Boskie Granie”! Dziękujemy wszystkim, którzy zechcieli przyjść, a jednocześnie zapraszamy na następny, piątkowy koncert. Do zobaczenia!

Oliwia Noras
Foto: Magdalena Ilich, Małgorzata Płaczek, Sonia Szoen, Wojciech Zięcina sdb.

Wild Flowers

Od dłuższego czasu z niecierpliwością wielką czekałam na piątkowe wieczorne wydarzenie, które miało odbyć się 16 sierpnia 2019 r. tym razem nie tylko pod hasłem Letniej Sceny Muzycznej, ale także w ramach Jackowego Grania.

W drodze na koncert towarzyszyło mi mnóstwo pozytywnych emocji i duże podekscytowanie. Wiedziałam, czego mogę się spodziewać, mając świadomość tego, że założycielem zespołu Wild Flowers  i równocześnie grającą pierwszy saksofon jest Aleksandra Fleszar. Koncert zespołu Cztery smyczki, którego posłuchać mogliśmy w ramach Letniej Sceny Muzycznej, pokazał w jak niekonwencjonalny, inny i bezsprzecznie genialny sposób zinterpretować i zagrać można znane nam wszystkim, łatwo wpadające w ucho muzyczne hity najczęściej nucone skrycie  pod nosem.

Przed wejściem na plac raz jeszcze popatrzyłam w niebo. Wtedy właśnie pojawiła się ta jedna niepokojąca myśl:  Czy lunie z nieba uporczywe deszczysko?. Niebo miało odcień mocnej szarości.  Istotnie – za jakiś czas konkretnie lunęło.

Zespół w składzie:  Aleksandra Fleszar (Saksofon),  Dominika Englert (Piano ),  Marcin Majcherek(Bas ), Justyna Mikrut (Perkusja) – tego wieczoru dokonał – rzec można – cudu. Przez pierwsze 10 minut trwania koncertu szare niebo nie uroniło ani jednej kropli. Nagle z nieba lunął rzęsisty deszcz i tylko nieliczne osoby zaczęły umykać, by schronić się przed nim. Deszcz stawał się coraz bardziej intensywny i uporczywy. Ola i reszta ekipy tak jakby nie dostrzegali żadnych inwazyjnych zmian atmosferycznych. Po każdym zakończonym utworze z uśmiechem na twarzach i pasją potwierdzali wybór kolejnego granego przez nich utworu pomimo spływającego po ich twarzach, nutach i instrumentach deszczu. Publiczność mocno zahipnotyzowana i urzeczona muzyką siedziała pod parasolami. Byli jednak i tacy śmiałkowie, którym trzymanie parasola w dłoni zakłócałoby właściwy odbiór artystów, stąd dawali przyzwolenie, by deszcz skąpał ich całych. Duży szacunek dla nich.

Fajnym momentem stał się ten, w którym zapalona do dalszego udziału w koncercie i karmienia się tą pięknie brzmiącą muzyką  publiczność – ruszyła na pomoc wykonawcom. Z każdą kolejną chwilą w nowych  osobach wzbierała się odwaga do tego, by stanąć na scenie ze swoim parasolem i  przyczynić się do komfortu pracy muzyków, którym deszcz w brutalny sposób zatapiał i rozmywał nuty, skapywał, delikatnie rzecz ujmując na instrumenty i spływał od nasady głowy po całym ciele.

Parasole nieco ten komfort chwilowo podniosły, ale nie do tego stopnia by udało się w pełni uchronić instrumenty. Właśnie one w pewnym momencie zaczęły odmawiać współpracy. Punktem kulminacyjnym był moment, kiedy to basista każdorazowo chwytając za gryf, otrzymywał w odpowiedzi, subtelne kopnięcia prądem. Początkowo delikatne stawały się coraz mocniejsze i niebezpieczne. Gitara basowa zmuszona była do kapitulacji, nie mogąc wspierać  reszty zespołu w tworzeniu pojedynczych niezwykłych dźwięków.

Najpiękniej współbrzmieli razem, stąd wykonywanie kolejnych utworów bez barwy gitary basowej nie dałoby nam pełnego obrazu ich możliwości i tej niezwykłej harmonii dźwięku.

By posłuchać czegoś tak wykwintnego wyszukanego i profesjonalnego – nie ma czynników zewnętrznych, które mogłyby w tym przeszkodzić. Doświadczyłam sama i nabrałam tego przekonania.

Ten koncert na długo pozostanie gdzieś głęboko…

Jolanta Okarmus
Foto: Dariusz Bartocha sdb

Plac przepełniony muzyką

Piątek, 19 lipca 2019 roku, godzina 15.00 – na plac Jacka spadło 1038 kropel deszczu. Patrzymy z Wojtkiem w niebo, on pyta: rozstawiamy czy przenosimy się do Kameralnej? Popatrzyłem jeszcze raz w niebo i odpowiedziałem: rozstawiamy. Ziemia i nie tylko ona pragnie deszczu, jednak nie teraz i nie tu – może padać po koncercie.

Prawie opustoszały plac poprzecinały kable – kilkanaście minut później dyskutowano między znawcami na temat różnicy pomiędzy kablem a przewodem, udowadniając, że różnica jest i mieli rację – stojaki pod kolumny, statywy, paczka basowa uzupełniły nagłośnieniowy anturaż. Wreszcie Wojtek wyniósł na środek placu duży mikser, zwykle wystarczał nam ten mniejszy. Artyści ze studia Voicesing będą się zmieniać po każdym utworze i chcieli nagrać swoje występy – więc czemu nie możemy im tego zapewnić.

Czerń, grafit i popiel sceny, placu i sprzętu nagłośnieniowego uzupełnia bordowy laptop pani Joanny Kasperek-Szymonik, i jest jakimś nawiązaniem do kolorów powyżej i obok, i dookoła sceny i placu. Wszystko gotowe, rozpoczynają się próby, ustawienia poziomów, odsłuchu itd. – informacje ważne dla fachowców, widownia potrzebuje jedynie tego, by dobrze brzmiało. Spada kolejne 500 kropel deszczu, u niektórych zachwiała się wiara w bezdeszczowy koncert, pojawiają się dwa parasole, lecz daremnie, bo to były ostanie krople w piątkowy wieczór. Przekazuję Pani Joannie najnowszy numer Tygodnika Niedziela, czyli z niedzieli 21 lipca, w którym napisano, że Voicesing już wystąpił.

Scena zostaje uzupełniona o światła i jesteśmy gotowi. Oczekujemy na publiczność jak zwykle z niepewnością. Zostało 15 minut do rozpoczęcia, trzy czwarte widowni nadal puste. Po chwili spojrzałem ponownie na zegarek – mówię: rozpoczniemy trzy po. Zaglądam przez kotarę, na moim zegarku za 5 dziewiętnasta, widownia się wypełnia, ale jeszcze są wolne miejsca. Wyciągam telefon, dziwna godzina – dostrzegam, mój zegarek spieszy. Chwile przed dziewiętnastą prawie wszystkie miejsca na widowni są zajęte i wchodzi dodatkowo grupa 100 osób. Jest dziewiętnasta, zaczynamy: dobry wieczór Państwu. Szczęść Boże…

Kolejne tony muzyki cudownie wypełniają przestrzeń placu Jacka i wszystko to, co w nas jest między: pracą a odpoczynkiem, między pośpiechem a zwolnieniem, między zwyczajnością a świętem. Czternastu artystów: Filip Komajda, Bettina Krzykawska, Iwona Raczkowska, Paula Skrobucha, Paulina Michura, Daniel Tecław, Aleksandra Mika, Klaudia Jurkiewicz, Marcin Głowacki, Aleksandra Pławecka, Zuzanna Michura, Michał Krawczyk, Danuta Stramecka, Marta Kopacz wypełniło dla nas przestrzeń między Sanktuarium a szkołą, domem zakonnym a kaplicą świętego Jacka, Kościołem a Rynkiem. Z większą lub mniejszą tremą wychodzili kolejno na scenę, by podzielić się pięknem, by poruszyć w nas to, co nieświęte i święte. Wsłuchani w muzykę i zapewne zapatrzeni w swojego mistrza, panią Joannę, która nad swoim laptopem wykonywała z nimi każdy utwór. Bezszelestnie wypowiadała każde słowo, na twarzy pokazywała każdą emocję, a i gestów nie zabrakło.

Trudne zadanie miała Zuza, ponieważ jej wykonanie poprzedził występ mamy, a tato przez cały koncert zmieniając aparaty, uwieczniał umykające chwile – fotoreporterzy są wszędzie. Nie mniej trudne zadnie miał Michał Krawczyk z Krakowa, wykonał utwór własnej kompozycji, w języku angielskim – co zapewne nie było dla niego trudnością – i ze swoim, gitarowym akompaniamentem, ale słychać było, że wie co robić z głosem i gitarą.
Koncert zakończył się wręczeniem tradycyjnego, tym razem bardzo ciężkiego kosza owoców, podziękowaniami: artystom, publiczności, akustykowi, Urzędowi Miasta oraz ofiarodawcom owoców; zwyczajową na koncertach myślą św. Jana Bosko, tym razem było to zdanie: Kochaj twoje zadania, jeśli chcesz je dobrze spełniać ... oraz słowami: powiedzcie wszystkim w domu, co stracili, nie będąc z nami.

 

Dariusz Bartocha sdb
Foto: Dariusz Bartocha sdb,  Bartosz Krankowski

« 1 z 2 »

 

Muzyka na Cztery smyczki

Czwarty koncert. Cztery dziewczyny. Cztery smyczki, czyli Anna Wolanin i jej skrzypce, Aleksandra Fleszar i o dziwo także skrzypce, a nie saksofon, Weronika Śniadek z altówką i  Katarzyna Bajura ze swoją wiolonczelą. Czego można się spodziewać po taki składzie? Zapewne w pierwszym skojarzeniu nie tego, co usłyszeliśmy. Jak się okazało, dobór repertuaru był trafiony. Nawet najstarsi uczestnicy koncertu nucili pod nosem stare popowe i rockowe utwory, których aranżacje dały się słyszeć w żywiołowym wykonaniu na scenie.

Podobnie jak w poprzedni piątek aura postraszyła nieco. O godzinie piętnastej stojąc pod padającym kapuśniaczkiem, zastanawialiśmy się, czy tym razem rozstawiamy wszystko na letniej scenie, czy przygotowujemy salę kameralną. Po kilku minutach decyzja okazała się jasna, aura nie wystraszyła widowni, nawet rodzin z małymi dziećmi, jedynym minusem były lekko zmarznięte palce artystek.

Plac Jacka znów wypełnił się subtelnymi dźwiękami i przypuszczam, że mury sanktuarium, kaplicy św. Jacka, szkoły i domu zakonnego salezjanów na co dzień przyzwyczajane do odgłosów wydobywających się z samochodowych silników z radością i ulga odbierały te subtelne dźwięki. Co jakiś czas na dachu przysiadały gołębie, podziwiając tę odmianę. Na widowni mogliśmy dostrzec parę osób przybyłych z Krakowa i dwóch przedstawicieli mediów z telewizji publicznej zarówno z Warszawy, jak i z Krakowa. Tym razem akustyk nie dojeżdżał na koncert z Warszawy czy Poznania, ale zupełnie z bliska, bo z Oświęcimia. Mam nadzieję, że w sercach niektórych młodych pojawiło się pragnienie, by tez tak kiedyś zagrać.

Koncert zakończył się tradycyjnie. Dziewczęta dostały kosz owoców do wyboru – z przecieków wiemy, że największe emocje wzbudziło rozstrzygnięcie, kto weźmie sam kosz po owocach, oczywiście zgrały utwór na bis, a publiczność gratulowała i dziękowała dziewczętom, a następnie jak zwykle pomagała w sprzątaniu widowni. Tym razem dofinansowanie Letniej Sceny Muzycznej przez Urząd Miasta się nie przydało, ponieważ ten koncert był zupełnie charytatywny.

Myśl Księdza Bosko dotyczyła najpiękniejszej muzyki, czyli głosów młodzieży, które tym razem zabrzmiały tak wspaniałymi instrumentami. Przypominam, że program Letniej Sceny Muzycznej można znaleźć na stronie http://salezjanieoswiecim.pl/scena/.

Dariusz Bartocha sdb
Foto: Dariusz Bartocha sdb