Wild Flowers

Od dłuższego czasu z niecierpliwością wielką czekałam na piątkowe wieczorne wydarzenie, które miało odbyć się 16 sierpnia 2019 r. tym razem nie tylko pod hasłem Letniej Sceny Muzycznej, ale także w ramach Jackowego Grania.

W drodze na koncert towarzyszyło mi mnóstwo pozytywnych emocji i duże podekscytowanie. Wiedziałam, czego mogę się spodziewać, mając świadomość tego, że założycielem zespołu Wild Flowers  i równocześnie grającą pierwszy saksofon jest Aleksandra Fleszar. Koncert zespołu Cztery smyczki, którego posłuchać mogliśmy w ramach Letniej Sceny Muzycznej, pokazał w jak niekonwencjonalny, inny i bezsprzecznie genialny sposób zinterpretować i zagrać można znane nam wszystkim, łatwo wpadające w ucho muzyczne hity najczęściej nucone skrycie  pod nosem.

Przed wejściem na plac raz jeszcze popatrzyłam w niebo. Wtedy właśnie pojawiła się ta jedna niepokojąca myśl:  Czy lunie z nieba uporczywe deszczysko?. Niebo miało odcień mocnej szarości.  Istotnie – za jakiś czas konkretnie lunęło.

Zespół w składzie:  Aleksandra Fleszar (Saksofon),  Dominika Englert (Piano ),  Marcin Majcherek(Bas ), Justyna Mikrut (Perkusja) – tego wieczoru dokonał – rzec można – cudu. Przez pierwsze 10 minut trwania koncertu szare niebo nie uroniło ani jednej kropli. Nagle z nieba lunął rzęsisty deszcz i tylko nieliczne osoby zaczęły umykać, by schronić się przed nim. Deszcz stawał się coraz bardziej intensywny i uporczywy. Ola i reszta ekipy tak jakby nie dostrzegali żadnych inwazyjnych zmian atmosferycznych. Po każdym zakończonym utworze z uśmiechem na twarzach i pasją potwierdzali wybór kolejnego granego przez nich utworu pomimo spływającego po ich twarzach, nutach i instrumentach deszczu. Publiczność mocno zahipnotyzowana i urzeczona muzyką siedziała pod parasolami. Byli jednak i tacy śmiałkowie, którym trzymanie parasola w dłoni zakłócałoby właściwy odbiór artystów, stąd dawali przyzwolenie, by deszcz skąpał ich całych. Duży szacunek dla nich.

Fajnym momentem stał się ten, w którym zapalona do dalszego udziału w koncercie i karmienia się tą pięknie brzmiącą muzyką  publiczność – ruszyła na pomoc wykonawcom. Z każdą kolejną chwilą w nowych  osobach wzbierała się odwaga do tego, by stanąć na scenie ze swoim parasolem i  przyczynić się do komfortu pracy muzyków, którym deszcz w brutalny sposób zatapiał i rozmywał nuty, skapywał, delikatnie rzecz ujmując na instrumenty i spływał od nasady głowy po całym ciele.

Parasole nieco ten komfort chwilowo podniosły, ale nie do tego stopnia by udało się w pełni uchronić instrumenty. Właśnie one w pewnym momencie zaczęły odmawiać współpracy. Punktem kulminacyjnym był moment, kiedy to basista każdorazowo chwytając za gryf, otrzymywał w odpowiedzi, subtelne kopnięcia prądem. Początkowo delikatne stawały się coraz mocniejsze i niebezpieczne. Gitara basowa zmuszona była do kapitulacji, nie mogąc wspierać  reszty zespołu w tworzeniu pojedynczych niezwykłych dźwięków.

Najpiękniej współbrzmieli razem, stąd wykonywanie kolejnych utworów bez barwy gitary basowej nie dałoby nam pełnego obrazu ich możliwości i tej niezwykłej harmonii dźwięku.

By posłuchać czegoś tak wykwintnego wyszukanego i profesjonalnego – nie ma czynników zewnętrznych, które mogłyby w tym przeszkodzić. Doświadczyłam sama i nabrałam tego przekonania.

Ten koncert na długo pozostanie gdzieś głęboko…

Jolanta Okarmus
Foto: Dariusz Bartocha sdb

Plac przepełniony muzyką

Piątek, 19 lipca 2019 roku, godzina 15.00 – na plac Jacka spadło 1038 kropel deszczu. Patrzymy z Wojtkiem w niebo, on pyta: rozstawiamy czy przenosimy się do Kameralnej? Popatrzyłem jeszcze raz w niebo i odpowiedziałem: rozstawiamy. Ziemia i nie tylko ona pragnie deszczu, jednak nie teraz i nie tu – może padać po koncercie.

Prawie opustoszały plac poprzecinały kable – kilkanaście minut później dyskutowano między znawcami na temat różnicy pomiędzy kablem a przewodem, udowadniając, że różnica jest i mieli rację – stojaki pod kolumny, statywy, paczka basowa uzupełniły nagłośnieniowy anturaż. Wreszcie Wojtek wyniósł na środek placu duży mikser, zwykle wystarczał nam ten mniejszy. Artyści ze studia Voicesing będą się zmieniać po każdym utworze i chcieli nagrać swoje występy – więc czemu nie możemy im tego zapewnić.

Czerń, grafit i popiel sceny, placu i sprzętu nagłośnieniowego uzupełnia bordowy laptop pani Joanny Kasperek-Szymonik, i jest jakimś nawiązaniem do kolorów powyżej i obok, i dookoła sceny i placu. Wszystko gotowe, rozpoczynają się próby, ustawienia poziomów, odsłuchu itd. – informacje ważne dla fachowców, widownia potrzebuje jedynie tego, by dobrze brzmiało. Spada kolejne 500 kropel deszczu, u niektórych zachwiała się wiara w bezdeszczowy koncert, pojawiają się dwa parasole, lecz daremnie, bo to były ostanie krople w piątkowy wieczór. Przekazuję Pani Joannie najnowszy numer Tygodnika Niedziela, czyli z niedzieli 21 lipca, w którym napisano, że Voicesing już wystąpił.

Scena zostaje uzupełniona o światła i jesteśmy gotowi. Oczekujemy na publiczność jak zwykle z niepewnością. Zostało 15 minut do rozpoczęcia, trzy czwarte widowni nadal puste. Po chwili spojrzałem ponownie na zegarek – mówię: rozpoczniemy trzy po. Zaglądam przez kotarę, na moim zegarku za 5 dziewiętnasta, widownia się wypełnia, ale jeszcze są wolne miejsca. Wyciągam telefon, dziwna godzina – dostrzegam, mój zegarek spieszy. Chwile przed dziewiętnastą prawie wszystkie miejsca na widowni są zajęte i wchodzi dodatkowo grupa 100 osób. Jest dziewiętnasta, zaczynamy: dobry wieczór Państwu. Szczęść Boże…

Kolejne tony muzyki cudownie wypełniają przestrzeń placu Jacka i wszystko to, co w nas jest między: pracą a odpoczynkiem, między pośpiechem a zwolnieniem, między zwyczajnością a świętem. Czternastu artystów: Filip Komajda, Bettina Krzykawska, Iwona Raczkowska, Paula Skrobucha, Paulina Michura, Daniel Tecław, Aleksandra Mika, Klaudia Jurkiewicz, Marcin Głowacki, Aleksandra Pławecka, Zuzanna Michura, Michał Krawczyk, Danuta Stramecka, Marta Kopacz wypełniło dla nas przestrzeń między Sanktuarium a szkołą, domem zakonnym a kaplicą świętego Jacka, Kościołem a Rynkiem. Z większą lub mniejszą tremą wychodzili kolejno na scenę, by podzielić się pięknem, by poruszyć w nas to, co nieświęte i święte. Wsłuchani w muzykę i zapewne zapatrzeni w swojego mistrza, panią Joannę, która nad swoim laptopem wykonywała z nimi każdy utwór. Bezszelestnie wypowiadała każde słowo, na twarzy pokazywała każdą emocję, a i gestów nie zabrakło.

Trudne zadanie miała Zuza, ponieważ jej wykonanie poprzedził występ mamy, a tato przez cały koncert zmieniając aparaty, uwieczniał umykające chwile – fotoreporterzy są wszędzie. Nie mniej trudne zadnie miał Michał Krawczyk z Krakowa, wykonał utwór własnej kompozycji, w języku angielskim – co zapewne nie było dla niego trudnością – i ze swoim, gitarowym akompaniamentem, ale słychać było, że wie co robić z głosem i gitarą.
Koncert zakończył się wręczeniem tradycyjnego, tym razem bardzo ciężkiego kosza owoców, podziękowaniami: artystom, publiczności, akustykowi, Urzędowi Miasta oraz ofiarodawcom owoców; zwyczajową na koncertach myślą św. Jana Bosko, tym razem było to zdanie: Kochaj twoje zadania, jeśli chcesz je dobrze spełniać ... oraz słowami: powiedzcie wszystkim w domu, co stracili, nie będąc z nami.

 

Dariusz Bartocha sdb
Foto: Dariusz Bartocha sdb,  Bartosz Krankowski

« 1 z 2 »

 

Muzyka na Cztery smyczki

Czwarty koncert. Cztery dziewczyny. Cztery smyczki, czyli Anna Wolanin i jej skrzypce, Aleksandra Fleszar i o dziwo także skrzypce, a nie saksofon, Weronika Śniadek z altówką i  Katarzyna Bajura ze swoją wiolonczelą. Czego można się spodziewać po taki składzie? Zapewne w pierwszym skojarzeniu nie tego, co usłyszeliśmy. Jak się okazało, dobór repertuaru był trafiony. Nawet najstarsi uczestnicy koncertu nucili pod nosem stare popowe i rockowe utwory, których aranżacje dały się słyszeć w żywiołowym wykonaniu na scenie.

Podobnie jak w poprzedni piątek aura postraszyła nieco. O godzinie piętnastej stojąc pod padającym kapuśniaczkiem, zastanawialiśmy się, czy tym razem rozstawiamy wszystko na letniej scenie, czy przygotowujemy salę kameralną. Po kilku minutach decyzja okazała się jasna, aura nie wystraszyła widowni, nawet rodzin z małymi dziećmi, jedynym minusem były lekko zmarznięte palce artystek.

Plac Jacka znów wypełnił się subtelnymi dźwiękami i przypuszczam, że mury sanktuarium, kaplicy św. Jacka, szkoły i domu zakonnego salezjanów na co dzień przyzwyczajane do odgłosów wydobywających się z samochodowych silników z radością i ulga odbierały te subtelne dźwięki. Co jakiś czas na dachu przysiadały gołębie, podziwiając tę odmianę. Na widowni mogliśmy dostrzec parę osób przybyłych z Krakowa i dwóch przedstawicieli mediów z telewizji publicznej zarówno z Warszawy, jak i z Krakowa. Tym razem akustyk nie dojeżdżał na koncert z Warszawy czy Poznania, ale zupełnie z bliska, bo z Oświęcimia. Mam nadzieję, że w sercach niektórych młodych pojawiło się pragnienie, by tez tak kiedyś zagrać.

Koncert zakończył się tradycyjnie. Dziewczęta dostały kosz owoców do wyboru – z przecieków wiemy, że największe emocje wzbudziło rozstrzygnięcie, kto weźmie sam kosz po owocach, oczywiście zgrały utwór na bis, a publiczność gratulowała i dziękowała dziewczętom, a następnie jak zwykle pomagała w sprzątaniu widowni. Tym razem dofinansowanie Letniej Sceny Muzycznej przez Urząd Miasta się nie przydało, ponieważ ten koncert był zupełnie charytatywny.

Myśl Księdza Bosko dotyczyła najpiękniejszej muzyki, czyli głosów młodzieży, które tym razem zabrzmiały tak wspaniałymi instrumentami. Przypominam, że program Letniej Sceny Muzycznej można znaleźć na stronie http://salezjanieoswiecim.pl/scena/.

Dariusz Bartocha sdb
Foto: Dariusz Bartocha sdb

Poszłam na DNO

Jak na DNO to tylko do Oratorium ;-). Czyli o spontanicznym wolontariacie słów kilka
Pytana, czy zamierzam się wybrać na Dobrą Noc Oratoryjną, odpowiadałam: nie, to nie dla mnie, nie interesuje mnie to, nie będę się tam dobrze czuła. Jestem za stara, będę za bardzo zmęczona, nie chcę iść sama, na nic się tam nie przydam. Do pewnego stopnia nie ma w tych wytłumaczeniach nic podejrzanego; były prawdziwe, bo rzeczywiście czułam się właśnie w taki sposób. Zapierałam się rękami i nogami, żeby przypadkiem się nie złamać i nie zmienić zdania, jednak – jak to się często w życiu zdarza – Pan Bóg miał dla mnie zupełnie inny plan.

On, niczym tajny agent, ukrył się pod pseudonimem Przypadek. Bo właśnie niby przez przypadek znalazłam się w Oratorium w niedzielę poprzedzającą DNO, kiedy osoby odpowiedzialne za jego organizację właśnie rozpoczynały spotkanie. Zaczęło się od niezobowiązującej herbatki; skończyło zaś na tym, że poznałam od podszewki cały plan gry terenowej, a przy okazji różne inne elementy całego wydarzenia, którymi trzeba się było jeszcze zająć. Ogrom pracy, który czekał na wolontariuszy, wydawał mi się niemożliwy do pokonania. Do zrobienie było dosłownie wszystko, a czasu – niecały tydzień. Wtedy właśnie zdecydowałam, że muszę przyjść i włączyć się w to dzieło, choćbym miała robić najmniej ważną rzecz ze wszystkich dostępnych ról.

Również w tym moje postanowienia minęły się z rzeczywistością. Przygotowania do Dobrej Nocy Oratoryjnej okazały się żywiołową mieszanką zaginionych rekwizytów, spontanicznych modyfikacji planu i szukania siebie nawzajem na ogromnych przestrzeniach zakładu salezjańskiego. Nie zdarzył się moment, żeby nie było nic do roboty, ale równocześnie wszystko zostało wykonane na czas. Choć w ferworze pracy pojawiały się kłopoty i nieporozumienia, nie towarzyszyły im żadne kłótnie. Wręcz przeciwnie, ekipa wolontariuszy bawiła się doskonale, wykonując przy tym swoje zadania sprawnie niczym dobrze naoliwiona maszyna. Osoby, które do tej pory nawet się nie znały lub nie miały okazji ze sobą porozmawiać, a także starzy znajomi i przyjaciele stali się wspólnotą – i jest to wspólnota, z przynależności do której jestem dumna. Nikt nie zaprzeczyłby, że żadnego z nas nie mogło tam zabraknąć, a z Bożą pomocą udało się nam dokonać czegoś wspaniałego.

Najlepszą nagrodą za ciężką pracę są jej efekty, a dla nas były one widoczne praktycznie natychmiast. Zaczynając od zaangażowania młodzieży w odkrywanie oratoryjnych wspólnot, na ich niespożytej energii w tańcu oraz w zdobywaniu punktów gry terenowej kończąc, każda minuta Dobrej Nocy Oratoryjnej przysparzała wciąż i wciąż kolejnych powodów do radości. Rano, kiedy po rozdaniu nagród i wspólnej modlitwie zakończyliśmy całe wydarzenie, wcale nie chciało się wracać do domu. Patrząc z perspektywy czasu, widzę wiele Bożego działania podczas tamtej nocy i nie pozostaje mi nic innego, jak tylko cieszyć się, że mogłam być częścią czegoś tak wspaniałego… no i oczywiście, wybrać się na kolejne DNO.

Ewa
Foto: Małgorzata Dziewa

Rozpoczęcie roku formacyjnego

W sobotę 8 września schola oraz lektorzy i ministranci naszej parafii wzięli udział w inauguracji roku formacyjnego w żywieckim amfiteatrze. Był to dzień szczególny, ponieważ zostaliśmy zaproszeni na specjalne wydarzenie – urodziny Matki Bożej.

Głównym punktem naszego spotkania była Msza Święta, której przewodniczył ks. bp Roman Pindel. Podczas homilii ksiądz biskup zachęcał nas, abyśmy w tym roku pełni młodzieńczego entuzjazmu i zaangażowania jeszcze bardziej dokładali starań, by należeć do Mega Rodziny- Bożej!

Po wspólnej modlitwie nadszedł czas agapy, a po nim odbył się koncert ewangelizacyjny.

Z radością i pośród kropel deszczu przeszliśmy na rynek miasta na lody. Tam też zapisaliśmy ten wspaniały dzień na wspólnym zdjęciu.

Niech ten czas modlitwy zaowocuje w naszej posłudze dla dobra parafii.

S. Felicyta

Poznajemy się w internacie

„Mimozami jesień się zaczyna” – te słowa piosenki były z nami w ten piękny, słoneczny dzień. W internacie Zespołu Szkól Zawodowych Towarzystwa Salezjańskiego w Oświęcimiu, odbyło się ognisko integracyjne. Grillowanie rozpoczęliśmy licznymi rozgrywkami sportowymi. Brat Wojciech z wielkim zaangażowaniem przygotował posiłek dla głodnych internistów. Mieliśmy okazje bliżej poznać naszego nowego dyrektora szkoły ks. Mirosława Gajdę, który poprowadził z nami modlitwy i wygłosił do nas słówko wieczorne. Nasze spotkanie dało nam dużo radości i siły do rozpoczynającego się roku szkolnego. „Lecą z drzewa złote kasztany” a my szykujemy się do zwycięskiej walki w zdobywaniu sukcesów.

Paweł Wasyl

Wakacje ze świętymi

Radość, wypoczynek, wartości. Salezjanie z parafii pw. Maryi Wspomożycielki w Oświęcimiu zorganizowali 12-dniowy odpoczynek wakacyjny dla dziewcząt ze scholi parafialnej i ministrantów w nadmorskiej miejscowości Rewal, który rozpoczął się 1 lipca.

Towarzyszyły im osoby konsekrowane, siostry i księża, a także osoby świeckie; szczególne podziękowanie należy się tutaj paniom: Magdzie Mirczak, Joli Nycz i Marcie Legierskiej. S. Felicyta Różańska CMBB i ks. Marian Gruszczyk SDB w ten sposób relacjonują ten czas wakacyjny: „Każdego dnia towarzyszyła nam postać świętego, którego poznawaliśmy podczas spotkań w grupie i podczas kolonii staraliśmy się naśladować. Ubogaceni pięknem życia poznanych świętych, chcemy się do nich upodabniać, aby być jeszcze bliżej naszego Mistrza – Jezusa Chrystusa. Okazją do tego była też wspólna Eucharystia, najważniejszy punkt każdego dnia i źródło duchowej siły dla nas. W kolejnych dniach wszystkie grupy miały okazję animacji liturgii Słowa, pełniąc tym samym jeden ze swoich kolonijnych dyżurów. Korzystając ze słonecznej pogody często chodziliśmy nad morze. Raz część kolonistów poświęciła swój sen i wybrała się na wschód słońca, aby podziwiać piękno, jakie daje nam nasz Stwórca. Natomiast nie było problemu, żeby wszyscy uczestnicy zobaczyli zachód słońca. Był to dobry moment na grupowe fotki z wakacji. Częste spacery nad morze zaprowadziły nas do wsi Trzęsacz, którą wielu z nas z sentymentem wspomina… Zwiedziliśmy też Bałtycki Park Dinozaurów & Safari we Wrzosowie, gdzie mogliśmy zobaczyć przeróżne eksponaty nieżyjących już i egzotycznych zwierząt. Swoją energię i twórczość dzieciaki wykazywały podczas wspólnych zabaw, które często nam towarzyszyły. Wśród nich był też konkurs z cyklu „Mam talent”, podczas którego uczestnicy zaprezentowali swoje talenty poprzez śpiew, grę na gitarze, taniec, recytację wiersza, rysunek czy literackie próby. Dla wielu ministrantów i scholanek ulubionym punktem dnia było oglądanie wartościowego filmu, czyli tzw. kino kolonijne”.

foto: ks. Ryszard Szymeczko sdb

Pożegnalne ognisko

Zakwitły kasztany? Zakwitły.

Zakwitły – a nasi maturzyści ruszyli do walki o zwycięstwo, do zdobywania dojrzałości. Tak szybko minęły nam te lata w szkole, można powiedzieć śmiało, beztroskie lata. Piękne wspomnienia. Rada pedagogiczna internatu dzielnie wspierała nas w zdobywaniu doskonałości i wiernie wysyłała nam eksperymentalne sygnały dobra, wierząc w nasze sukcesy.

Kleryk Michał Cebulski przy którym niejedna klasa zrozumiała Pitagorasa, nasz Odyseusz dzielnie prowadził internacki okręt do Itaki, gdzie stęsknione nasze panie Ela i Teresa, nieustannie dbające o dobro diamentów, wierne jak Penelopa, czekały na jego powrót i powrócił ze zjednoczonym stanem zwycięstwa. Kleryk Łukasz Wójcik okazał się wielkim aktorem, a jego teatralne role to prawdziwy artyzm. Nieustanne pytania zadawane naszym wychowankom – “Do you speak English ?”-były wielką pomocą w osiągnięciu dobrych ocen na świadectwie. Kleryk Krzysztof Wasiak to dopiero zagadka, o czym przekonaliśmy się oglądając jego “Stand up”. Brat Wojciech Zięcina, miłośnik przyrody zachwycił nas swoimi zdjęciami, które ukazywały piękno natury.

Na naszym pożegnalnym ognisku nie zabrakło Dyrektora zakładu ks. Dariusza Bartochy, który skierował do nas kilka ciepłych słów i zachęcił nas do tego, abyśmy byli wiernymi synami księdza Jana Bosco. Ksiądz dyrektor szkoły Zenon Latawiec rozdawał radosne uśmiechy, a ksiądz Marek Rusek obdarował nas słodyczami. Wspólnej radości nie było końca, będziemy wspominać te miłe chwile, oglądając pamiątkowe zdjęcia. Dziękujemy kierownikowi internatu  ks. Piotrowi Kadeli, dzięki któremu mogliśmy spędzić miły wieczór.

Prawie Brylanty
Foto: ks. Paweł Gacek sdb

Salezjanie Współpracownicy u Matki Bożej Królowej Polski w Szczyrku

Dni Duchowości Salezjańskiej u Matki Bożej Królowej Polski w Szczyrku. Spotkanie odbyło się od 1 do 3 czerwca 2018 pod hasłem „Maryjo czuwaj nad naszą Rodziną Salezjańską, wzmacniaj naszą wiarę, nadzieję i miłość”

Szczyrkowska „Górka” przywitała nas wspaniałą pogodą, a nasze spotkanie rozpoczęliśmy Mszą św. u stóp Matki Bożej Pani Beskidów, której przewodniczył ks. Inspektor Adam Parszywka. Po jej zakończeniu udaliśmy się w procesji oktawy Bożego Ciała. Czekał nas bardzo bogaty i wypełniony program.
Po kolacji oficjalnie powitani zostaliśmy przez koordynatora Rady prowincjalnej Jana Ryka oraz ks. delegata Marcina Kaznowskiego, szczególnie skierowanym do przedstawicielek wspólnoty z Odessy. Bardzo ucieszyliśmy się ich obecnością. Ksiądz Marcin przybliżył pokrótce historię tego miejsca, objawienie się Matki Bożej, rozwój Jej kultu w tej okolicy oraz przybycie salezjanów.
Następnie wysłuchaliśmy ks. Stanisława Koniora SDB-Rzeszów, który przybliżył postać bł. Józefa Kowalskiego w konferencji „Oni zachwycili się Dziełami Księdza Bosko – Błogosławieni z Rodziny Salezjańskiej w Prowincji Krakowskiej – Bł. Ks. Józef Kowalski salezjanin, męczennik II wojny światowej”.
Wieczorem przy Grocie Matki Bożej uczestniczyliśmy w salezjańskich modlitwach wieczornych oraz odśpiewaliśmy Apel Jasnogórski, a ks. kustosz Stanisław Oskwarek SDB po serdecznym powitaniu, przekazał świadectwa łask otrzymywanych w tym miejscu za przyczyną Szczyrkowskiej Pani. Podkreślił, że miejsce jest bardzo popularne, szczególnie do zawierania małżeństw, których jest w ciągu roku ponad 200.
Sobotę rozpoczęliśmy odśpiewaniem Godzinek o Niepokalanym Poczęciu NMP, a później wysłuchaliśmy konferencji ks. Edwarda Lisowskiego SDB- Kielce „Obecność Maryi w życiu ks. Bosko”. Jej puentą było stwierdzenie, że jako spadkobiercy św. Jana Bosko mamy wiele dzieł do spełnienia, a we wszystkim powinniśmy się zawierzać Maryi, tak jak to czynił ks. Bosko.
W Sanktuarium wzięliśmy udział we Mszy św. koncelebrowanej, której przewodniczył i Słowo Boże wygłosił ks. Marcin Kaznowski. Czytając Ewangelię możemy dostrzec pewną prawidłowość. Kiedy przychodzili do Jezusa ludzie i zadawali Mu pytania, Jezus rzadko odpowiadał wprost. Nie mówi jak jest, tylko zmusza do myślenia i refleksji. I my z naszymi problemami i pytaniami nie otrzymamy gotowej recepty, gotowej Łaski Bożej. Bóg zawsze odwołuje się do naszego rozumu, naszej wolności, naszej wiary i zmusza nas do myślenia i wysiłku. Jeżeli żyjemy z otwartym sercem, dostrzeżemy znaki Bożej obecności. I od nas zależy jakich dokonamy wyborów. Upadamy i błądzimy, ale Pan Bóg nigdy nie traci nas z oczu. Modlitwa nasza zawsze może być skuteczna, ale są miejsca święte, które ułatwiają modlitewne skupienie. Modlitwa w najgłębszym słowa znaczeniu sprawia, że człowiek, który się modli otwiera się na deszcz łask Bożych, które nieustannie na niego spływają.
Szczególnymi gośćmi, którzy do nas przybyli byli: ks. Kazimierz Radzik CSMA i s. Leonia Przybyło CSSMA. Dzięki nim poznaliśmy osobę bł. ks. Bronisława Markiewicza, pierwszego na ziemiach polskich salezjanina, założyciela Zgromadzenia Świętego Michała Archanioła oraz osobę Służebnicy Bożej Matki Anny Kaworek, współzałożycielki Zgromadzenia Sióstr Świętego Michała Archanioła.
Ksiądz Dariusz Bartocha SDB-Oświęcim nakreślił sylwetkę bł. ks. Augusta Czartoryskiego i jego drogę ku świętości.
Dzięki pani dr Janinie Błażej z Rzeszowa mieliśmy możność obejrzenia prezentacji multimedialnej „Od reguł ks. Bosko do Regulaminu i Statutu salezjanina współpracownika i salezjanki współpracownicy”. Pani Janina wspomniała także, że rzeszowska wspólnota opracowała folder ukazujący szlak błogosławionych i świętych Rodziny Salezjańskiej Prowincji Krakowskiej. Był też czas wspomnień przy oglądaniu przygotowanych zdjęć.
Sobotnie popołudnie to wyjazd do Przyłękowa do Sanktuarium Matki Bożej Wspomożenia Wiernych i niespodziewany udział w pikniku parafialnym.
Wieczór spędziliśmy biesiadnie przy grillowanych pysznościach i prezentacjach kulturalnych poszczególnych wspólnot.
Niedzielny poranek to Godzinki o Niepokalanym Poczęciu NMP oraz konferencja ks. Marcina Kaznowskiego, której tematem były rozważania na temat świętości i Eucharystii. Święty to człowiek z krwi i kości, mający swoje słabości i konflikty. Najważniejsze jest to, że święci nie tracą z oczu swojego celu, którym jest Pan Bóg, Chrystus, natchnienia Ducha Świętego, wola Boża. Jeżeli jesteśmy otwarci na działanie Ducha Świętego i szukamy Boga, to Bóg wyprostuje nasze ścieżki. Eucharystia jest centrum naszego życia, jej wymowa jest bardzo bogata, przede wszystkim to dziękczynienie i możliwość spożywania Ciała i Krwi Chrystusa. To dar – jesteśmy wezwani do naśladowania Chrystusa – mamy być darem dla drugiego człowieka. Czy takim darem jestem? Czy mam w sobie owoce Ducha Świętego? (miłość, radość, pokój, cierpliwość, łaskawość, dobroć, uprzejmość, cichość, wierność, skromność, wstrzemięźliwość, czystość). Jeżeli nie, to trzeba się o nie gorąco modlić do Ducha Świętego. Warto pomyśleć czasami nad oczywistymi rzeczami: Czy ja przyjmuję Chrystusa świadomie? Jest to Bóg, który jest dla mnie darem? Nie możemy popaść w rutynę, żeby nam gesty i modlitwy (np. Różaniec) nie spowszedniały, ale były wciąż przeżywane.
Msza św. koncelebrowana oraz udział w Adoracji Najświętszego Sakramentu były uwieńczeniem naszego spotkania.

W dniach duchowości wzięło udział ok. 60 współpracowników wraz z księżmi delegatami.
Przeżyte dni skupienia obfitowały w głębsze poznanie wspaniałych postaci błogosławionych i świętych Rodziny Salezjańskiej i uświadomieniu sobie do jakich ideałów powinniśmy dążyć.
Składamy serdeczne podziękowania szanownym prelegentom za trud włożony w poprowadzenie konferencji, księdzu Kustoszowi za miłe przyjęcie, naszemu ks. Delegatowi i Koordynatorowi Rady prowincjalnej oraz wszystkim, którzy przyczynili się do duchowego (i nie tylko) przeżycia spotkania. Wyjeżdżaliśmy z żalem, ale i z nadzieją na spotkanie za rok.

Beata Cygnar
Foto: Zbigniew Cynar
SSW Jasło-Fara

Sukces Sister act. Salezjański teatr

Warszawa podbita! Sukces Sister Act

Sister Act to kultowy film amerykańskiego reżysera Emile’a Ardolino. Jest to historia popowej piosenkarki, która była świadkiem morderstwa dokonanego przez jej próżnego partnera – Vince’a. Kobieta, w walce o swoje bezpieczeństwo, ukrywa się w zakonie, gdzie przejmuje pałeczkę dyrygentki tamtejszego chóru. Grupa teatralna w naszej szkole podjęła się odtworzenia tej historii.

Pierwsze spotkania odbyły się już w ubiegłym roku szkolnym. Od października rozpoczęły się regularne, kilkugodzinne próby, podczas których ćwiczyliśmy technikę gry aktorskiej oraz umiejętności językowe. Wszystko po to, aby móc wziąć udział w dwóch konkursach: w Krakowskim Przeglądzie Małych Form Teatralnych w języku angielskim oraz w VI Ogólnopolskim Przeglądzie Szkolnych Przedstawień Anglojęzycznych Mini Globe. Po kilku-miesięcznym okresie przygotowań 11.04.2018 roku wystąpiliśmy na scenie krakowskiego teatru Variėtė. Oprócz zdobytego pierwszego miejsca, mieliśmy inny powód do radości: Stefan Andruszko otrzymał specjalne wyróżnienie za najlepszą drugoplanową rolę męską.

Kilka dni później ponownie tryumfowaliśmy. 13.04 w Warszawie znowu zajęliśmy pierwszy stopień na podium. Podobnie tutaj uzyskaliśmy specjalne wyróżnienia: Kinga Jamrowska otrzymała nagrodę od jury za świetną grę, a Natalia Janiga zdobyła wyróżnienie za najlepszą kreację aktorską. Radości nie było końca; pojawiły się łzy szczęścia, śmiech i euforia. Dzięki wsparciu dyrekcji oraz Rady Rodziców mogliśmy reprezentować naszą szkołę i świadczyć o niej nie tylko talentem, ale i radością wypływającą z salezjańskiego wychowania. Ogromne podziękowania i wyrazu uznania należą się Pani Róży Grzywacz oraz Pani Marcie Sitek, które towarzyszyły nam przez cały czas, służyły pomocą i dobrym słowem. Na prośbę dyrekcji, spektakl będzie można zobaczyć jeszcze 26.04.2018 na Czwartku Oratoryjnym oraz 27.04 podczas dni otwartych i zebrania dla rodziców uczniów naszej szkoły. Serdecznie zapraszamy!